Winni czy odpowiedzialni? Czyli co z tą ‘dzisiejszą młodzieżą’ i ‘dzisiejszymi dorosłymi’?

Winni czy odpowiedzialni?
Czyli co z tą dzisiejszą młodzieżą i dzisiejszymi dorosłymi?
Nie chce mi się, Po co mi to… są to słowa coraz częściej wypowiadane przez uczniów podczas lekcji. Kto jest nauczycielem, ten wie, że stało się to już normą. Obserwujemy obecnie zmianę w podejściu do obowiązków szkolnych nie tylko uczniów, lecz także rodziców. Czy to wina systemu? Nauczycieli? Rodziców? Dzieci? Co robimy nie tak? O co chodzi?
Zastanawiając się nad spadkiem motywacji do nauki dzieci i młodzieży, czy to jako nauczyciel, czy jako trener mentalny, czy jako rodzic, z całą pewnością chciałabym wyrzucić słowo ‘wina’ z tych rozważań. Zdecydowanie lepiej i bardziej rzeczowo brzmi słowo ‘odpowiedzialność’. No właśnie, czym ona jest dla dziecka, dla rodzica, dla nauczyciela? Owy obowiązek moralny odpowiadania za swoje czyny wydaje się dzisiaj dla dzieci abstrakcją.
Pamiętam, jak byłam dzieckiem i coś narozrabiałam, po czym dowiedzieli się o tym dorośli, obligatoryjnie dawali mi poczuć odpowiedzialność. Łączyła się ona z emocjami takimi jak zażenowanie, wstyd czy strach, by po omówieniu sprawy poczuć później ulgę, akceptację czy troskę. Dopiero jak dorosłam, zauważyłam w tych działaniach poczucie bezpieczeństwa i jak ważne poczucie sprawstwa, które nauczyło mnie czegoś ważnego, choć brzmiącego jak banał – co jest dobre a co złe, nauczyło mnie empatii i po co nam w życiu potrzebne są normy i zasady. W latach 80. czy 90. mimo że nie znosiliśmy jakiejś sąsiadki czy nauczycielki, zawsze mówiliśmy jej ‘Dzień dobry’ czy przepuszczaliśmy ją w drzwiach. Bo tak należy i koniec. Wychowywani byliśmy w czasach, w których interakcje społeczne były na pierwszym miejscu. Jak zdarzył się konflikt między rówieśnikami, a to działo się często, to się konfrontowaliśmy, kłóciliśmy, niekiedy nawet biliśmy. Ale po wszystkim potrafiliśmy się dogadać, a nawet zostać przyjaciółmi na zawsze. Większość tego typu problemów rozwiązywaliśmy sami na podwórku. Po powrocie do domu jadaliśmy całą rodziną obiad czy kolację i rozmawialiśmy, śmialiśmy się. Oczywiście, nie zawsze i nie u każdego było tak kolorowo. Bywały różne problemy czy to z alkoholem, czy inne, lecz nie zmienia to faktu, że nasze pokolenie lepiej rozwijało się w kontaktach społecznych niż nasze dzieci obecnie. I też nie chciało nam się uczyć, ale raczej nie przychodziło nam do głowy, aby mówić o tym nauczycielowi wprost.
Mamy XXI wiek i z nim przyszło sporo zmian. Jedną z nich jest szybki rozwój technologii. Jak on wpływa na nas, na nasze dzieci? Żyjemy obecnie w czasach jednego z największych przełomów dotyczących rozwoju człowieka. Otóż technologia zmienia nas, a także nasze mózgi. Fundamentem rozwoju człowieka od najmłodszych lat są doświadczenia. Dziecko zanim osiągnie gotowość szkolną uczy się i rozwija w bardzo szybkim tempie, a jednocześnie tworzy fundament do późniejszych wyzwań, jakie stawia przed nim np. szkoła. I już na tym etapie obserwujemy różnice. Zmiany, jakie zaszły w mózgach naszych dzieci zaskoczyły nawet naukowców. Różnice w strukturze sieci neuronalnej mają swoje źródło w odmiennej socjalizacji, sposobach poznawania świata i typów aktywności, jakie wybierają obecnie dzieci. Co za tym idzie, mogą powodować wszelkie problemy w edukacji czy w kontaktach społecznych.
Nie powinno nas zatem dziwić, kiedy uczeń na lekcji ma problem z koncentracją uwagi, notowaniem ze słuchu czy rozumieniem tekstu. Tego typu umiejętności rozwijają się szybciej, gdy dziecko na co dzień podejmuje aktywności wymagające cierpliwości, skupienia czy koordynacji. Zatem obniżona motywacja może być powiązana najzwyczajniej z brakiem potrzebnych umiejętności potrzebnych do wykonania zadania.
Dzieci jednak trenują obecnie co innego. Między innymi multitasking, czyli tzw. wielozadaniowość. Jest to jednocześnie ich umiejętność przyszłości, jak również przekleństwo. O ile można przypuszczać, że takie podejście może stać się pożądaną na rynku pracy, to jednak osłabia ona koncentrację uwagi. Dla mózgu jest to raczej przeskakiwanie z jednego bodźca na drugi, niż skupianie się na kilku rzeczach naraz.
Czy widzieliście kiedyś dziecko, które w szkole skupione było na jednym zadaniu dłużej niż 10 minut? Może niż 5 minut?
Ja tak, ale tylko wtedy, gdy miało w ręce telefon. A czy na nim ćwiczy koncentrację? No właśnie.
Praca nauczyciela stała się nie tyle ‘nauczaniem’, co walką o uwagę uczniów. I tu też nie zamierzam całej odpowiedzialności zganiać na nich, na rodziców czy dzieci. Jest to znak naszych czasów, co jeszcze w znacznym stopniu pogorszyła pandemia.
Warto i należy pociągnąć tę linę w drugą stronę. Niemożliwym wydaje się odciąć dzieci od technologii. Nie zatrzymamy przecież postępu ani świata. A skoro tak, to warto byłoby nauczyć podopiecznych, jak z tego postępu korzystać. Przede wszystkim smartfony nie powinny być głównym dostarczycielem rozrywki dla dziecka, a narzędziem.
Konflikt rówieśniczy obecnie? Niestety często załatwiany hejtem w internecie. Interakcje społeczne schodzą na drugi plan. Dla najmłodszego pokolenia świat wirtualny jest równie prawdziwy jak realny. Hejt i przemoc, jakiego tam doświadczają są o tyle gorsze, że od nich nie da się uciec. Z drugiej zaś strony to ich świat. I właśnie tam należy patrzeć, aby ujrzeć przyszłość.
Czy nasze dzieci są zatem obdarzone mniejszą motywacją?
Myślę, że nie. One są zmotywowane, lecz nie do tych aktywności, do których my chcemy, aby były. Zatem mówimy tu o czyjej odpowiedzialności? Na pewno nie dzieci. Warto zastanowić się przy tym, co stoi za rzekomym jej brakiem. Jako trener mentalny podpowiem, aby przyjrzeć się raczej potrzebom dziecka. Niekiedy wystarczy je po prostu zaspokoić. Jednak temu zagadnieniu poświęcę osobny wpis.
My, rodzice wychowujemy obecnie wspaniałe, uzdolnione dzieci. Gdy byliśmy w ich wieku, czuliśmy, że nasi rodzice ciągle nas w czymś ograniczają, że mało nam wolno robić. Z perspektywy czasu, czy na pewno? Czy nie byliśmy czasem bardziej samodzielni? Ta chęć szybkiego wydoroślenia siedziała w nas przez cały okres adolescencji. Nasi rodzice z pokolenia Baby Boomers odczuwali dumę, że ich dziecko się usamodzielniało, nawet gdy nie wypowiedziana była ona wprost. A czy Ty, Drogi Rodzicu, wyobrażasz sobie swoje dziecko jako dorosłą osobę? Jeśli tak, to jaka ona będzie? Jak myślisz, kiedy będzie na tę dorosłość gotowa?
Prawda jest taka, że jesteśmy w większości nadopiekuńczy. Dzieciństwo naszych dzieci stoi pod znakiem jazdy w fotelikach, bezpiecznych placów zabaw czy nasłuchu otoczenia w aplikacji. Współczesne czasy to również natłok informacyjny, charakteryzujący się konkursem na najbardziej szokującą wiadomość. I tak codziennie. Nawet jak nie chcemy tego słuchać, to i tak to do nas dociera. Nasza świadomość, jak i podświadomość sterowana jest przez sporą ilość tego typu bodźców, które chcąc nie chcąc i tak do niej trafiają. Odpowiedzialność powinna skupiać się właśnie na stwarzaniu dziecku otoczenia, w którym będzie miało alternatywę.
Paradoksalnie mamy mnóstwo technologii, która ma ułatwiać nam życie, a i tak cierpimy na brak czasu na przyjemności. Ciągle zabiegani. W gruncie rzeczy też jej ulegamy. A dzieci są doskonałymi obserwatorami. W tym wszystkim dbamy o poczucie bezpieczeństwa, fizycznego czy zawodowego. Zrobimy wszystko dla naszych dzieci. Tymczasem z jednym radzimy sobie gorzej.
Najtrudniej jednak powiedzieć dzieciom ‘nie’.
Najtrudniej jest nam być konsekwentnym wobec dziecka.
Najtrudniej zadbać o poczucie bezpieczeństwa dziecka, ale to drugie. To, które powie dziecku, gdzie jest granica.
W rezultacie dzieci nie uczą się poczucia odpowiedzialności i sprawstwa. To jest nasza odpowiedzialność. Gdy dziecko powie nam To on zaczął, Bo on mnie denerwuje, powinniśmy wskazywać mu jego obszar kontroli. Jednak często zdarza się, że zamiast tego wyszukujemy wokół ‘winnych’.
Badania wskazują, że dzieci z generacji IGen, czyli te urodzone głównie w XXI wieku, tzw. postmilenialsi, są mniej dojrzałe, a co bardziej zaskakujące – mniej zbuntowane. Uczą się korzystać z nadopiekuńczości, bo tak wygodniej. Bardzo prawdopodobne, że przeciągną czas wyprowadzki od rodziców. I co najważniejsze, potrzebują wsparcia emocjonalnego. Badania wskazują również, że mają więcej problemów ze zdrowiem psychicznym niż starsze pokolenia w ich wieku. To akurat widoczne jest dla nas wszystkich. Osłabienie zdrowia psychicznego należy wiązać z niższymi umiejętnościami społecznymi, a to z kolei z wszechobecnością smartfonów. Życie dzieci i młodzieży przenosi się do sieci czy tego chcemy czy nie. W szkole praktycznie co miesiąc dochodzi mi jakiś uczeń na nauczaniu indywidualnym z powodu lęków, depresji czy innych zaburzeń zdrowia psychicznego.
Warto zauważyć, że nauczamy z jednej strony pokolenie ‘kryształowych dzieci’, a z drugiej otwartych i bezpośrednich młodych ludzi, którzy posiadają silną potrzebę zmieniania świata. Po naszej stronie pozostaje piłeczka zwana ‘wyzwaniem’. Rzucajmy je dzieciom. Nie bójmy się. One muszą popełniać błędy, aby się rozwijać.
A bunt? Zawsze był i będzie. I zawsze ma charakter rozwojowy. Warto go więc wykorzystywać do uczenia kreatywności. Bo w kreatywności odnajdziemy przyszłość.
Co może wydać się zaskakujące, to motywacją jest trochę tak, jak z uczuciem głodu. Nie specjalnie można je wywołać ad hoc. One się pojawiają w odpowiednim momencie. Zatem co nam tak naprawdę mówi uczeń, który wypowiada słowa Nie chce mi się! lub Po co mi to? Zostawiam to do refleksji.

Udostępnij :

Divider
na stronę główną

Aleksandra Kryś

Nazywam się Aleksandra Kryś. Jestem podwójnie certyfikowanym Trenerem mentalnym: dorosłych oraz dzieci i młodzieży oraz Trenerem Biofeedback I stopnia.

Masz pytania?

Skontaktuj się ze mną!